Patronowie

św. Stanisław Biskup
ur. ok. 1030 w Szczepanowie, zm. 11 kwietnia 1079 w Krakowie


 

Jedyny, długo wyczekiwany i wymodlony syn Wielisława ze Szczepanowa i Bogny przyszedł na świat po trzydziestu latach pożycia małżeńskiego. Dar ten, od Boga otrzymany, Bogu poświęcić postanowili. W tym kierunku poszło i wychowanie i wykształcenie młodzieńca, najpierw w szkole katedalnej w Gnieźnie, potem (rzekomo) w Paryżu. Św. Stanisław powróciwszy do kraju otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa krakowskiego Lamberta. Zasłynął prękko jako wymowny kaznodzieja i gorliwy misjonarz ziemi małopolskiej oraz sprawny współpracownik biskupa. Toteż po śmiierci Lamberta na żądanie duchowieństwa i króla Bolesława objął krakowską stolicę biskupią. Głośne były jego uczynki miłosierdzia, troska o ubogich, wdowy i sieroty, którym oddawał wszystko, co posiadał.

Jak doszło do ostrego sporu między biskupem i królem, zakończonego tragedią na Skałce? Nie ma na to najmniejszych dowodów. Wszelkie próby wytłumaczenia Gallusowego „traditor” jako winnego zdrady króla czy państwa, zawiodły. Ani w polskich, ani w obcych źródłach nie ma nawet śladu jakichś konszachtów biskupa czy to z Czechami, czy z niedołężnym bratem królewskim, Władysławem Hermanem. Jeśli się więc takie domysły czyni, to jest to tylko fabrykowanie legendy, a nie historia. Natomiast wiele przemawia za tym, że tło zatargu było reliijne. Bolesław mimo wszystkich swoich zalet był człowiekiem gwałtownym, aż chorobliwie ambitnym i zmysłowym. Mówi o tym również kronika Galla. Jakżeż mógł jako biskup ordynariusz patrzeć spokojnie na występki króla i milczeć. Gdy więc upamnienia nie odnosiły skutku, sięgnął Stanisław po ostatni środek, tak straszny zwłaszcza w tych czasach, by doprowadzić jawnogrzesznika do opamiętania. Była nim ekskomunika. Obrażona duma wyklętego była powodem najpierw szalonego gniewu, a bezpośrdnio potem zbrodni. Biskup padł ofiarą swego duszpasterskiego obowiązku jako obrońca godności duszy ludzkiej i wolności chrześcijańskiej przeciw samowoli autokraty. Mordu dokonał może król sam, może na rozkaz królewski jego siepacze. I znów nie ma dowodu na jakieś sądowe dochodzenia, co w owym wieku byłoby zupełnym anachronizmem, wyroki bowiem wydawał sam władca, nie pytając nikogo. Czyn królewski wywołał w całym kraju taką reakcję, że Bolesław nie mógł się utrzymać na tronie i już w sierpniu tego roku uszedł na Węgry.

Już w dziewięć lat po śmierci, w roku 1088 odbyło się uroczyste przeniesienie zwłok św. Stanisława do katedry i umieszczenie trumny na miejscu widocznym. Wiadomo, że Kościół na takie „translacje” pozwala tylko, gdy chodzi o zmarłych w opinii świętości. Uroczysta kanonizacja odbyła się w Asyżu dnia 8 września 1254 roku. Dopełnił jej Innocenty IV.

 



św. Jan Kanty

ur. 23 czerwca 1390 w Kętach, zm. 24 grudnia 1473 w Krakowie


 

Jan Wacięga z Malca pod Kętami (stąd „Kanty”) urodził się w Małopolsce 23 czerwca 1390 roku z rodziców Stanisława i Anny, mieszczan, wychowany w szczerej pobożności. Po ukończeniu szkoły parafialnej i średniej studiował w Krakowie filozofię i teologię. Zdobywszy doktorat, wykładał teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, z krótką przerwą, przez lat przeszło pięćdziesiąt. Głęboką wiedzę łączył z niezwykłą świętością życia. Był mężem modlitwy i umartwienia. Pościł, przez całe życie kapłańskie, wstrzymując się od potraw mięsnych. Odbył pielgrzymkę do Ziemy Świętej; czterokrotnie pieszo pątnował do Rzymu, chcąc dać dowód swej wierności i czci dla Namiestnika Chrystusowego. Ponad wszystkimi cnotami górowała u niego miłość bliźniego i litość dla cierpiących. Biedakom wszystko oddawał, wracał nieraz boso z miasta, gdyż obuwie podarował ubogiemu. Uczynki miłosierdzia co do ciała przewyższał jeszcze uczynkami miłosierdzia co do duszy. Bezustannie modlił się za grzeszników, pokutował za nich, a już szczególną miłością otaczał uczącą się młodzież. Zmarł 24 grudnia roku 1473. Kanonizowany w roku 1767.

W oficjum brewiarzowym na dzień św. Jana Kantego są specjalne hymny. Nadmienić należy, że kanonizacja oraz rozszerzenie święta na cały świat nastąpiły tuż przed rozbiorami. Chodziło o to, by cały kler katolicki modlił się za upadającą Polskę. Stąd takie słowa:

 ”O qui negasti nemini
”Opem roganti, patrium
”Regnum tuere, postulant
”Cives Poloni et exteri.”

”(Ty, coś nikomu z biednych rzesz
”Wsparcia nie skąpił nigdy wprzód,
”Dziś ojców twych Królestwa strzeż
”Polski i obcy błaga lud.)”

Print Friendly